Kiedy pierwszy promień
przebija mroki brzasku
znów w potrzasku myśli
dlaczego kolejna pobudka
lepiej we śnie utkać
sen ostateczny
nie wracać do wczorajszej
rzeki burzliwej i zdradnej
nie oswoisz rozpaczy
nie kupisz marzeń
na pchlim targu
znajdziesz jeno pogardę
dla zgrzebnej szaty
i pustej sakwy
ale miej odwagę
trwać do wieczora
jesteś dniem każdym
obiecującym jutro
popatrz nocą na gwiazdy
nie wiecie nic o sobie
a wciąż wędrują gdzieś
kołysząc nad tobą
nieosiągalne
więc nie sięgaj po melancholię
okryje słabością i beznadzieją
bądź doświadczaniem siebie
chociaż bolesnym
nie gardź
własnym bytem
i żyj jakbyś był
wieczny