Błękitnieje cerkiew
wzdłuż głównej ulicy
teraz chodzą pochody
w podejrzane rocznice
a feretrony żalników
chylą się żałobnie
nad inskrypcją mowy
gdzie tamten splendor
sięgający Czarnolasu
radosne feerie świateł
kontredansy kolasek
u lampasów dworzan
tylko góry memento
grozi gruzu palcem
że omnia vanitas
jak parostatek nad rzeką
toczy się mgłami samowar
i targ poranny wciąż popasa
za miasta rogatką
jakby czas przywrócił
zwyczaj konnej przejażdżki
z nowej przypowieści
o pewnym mieście
z książką w herbie
gdzie duch cmentarzy
cytuje tutejsze eposy
o człowieczeństwie