Empedokles

Ostrymi zakolami opuncji
obłok jak chiton bez cienia
spływa wzgórzem porosłym
odłamkami mitów

wieczny portyk z oliwek
zaszeptany filozofią wiatru
prowadzi do Valle dei Templi
kolonii Rodyjskich Dorów
dawnego miasta Akragas

stanąłem w perspektywie
Concordii Świątyni Zgody
w eterze mistyki z materią
hieros logos i kosmogonii

z wspólnotą żywiołów
ognia wody ziemi powietrza
frenetycznej struktury świata
philii i neikos miłości i zwady
w przenikliwej myśli
mędrca Empedoklesa

rozgrzana biel Partenonu
unosi wysoko obłoki i kurze
osypuje łuskę epok w błękit
granatowy szum morza
dopowiada myśl poczętą
o świecie ciągłych wcieleń
jutrze jestestwa

promienie przeczesując
siwiznę oliwkowego gaju
szepczą między wierszami
o niezwykłej urodzie chwili
starożytnego Agrigentum
w konstelacji narzeczy

muzyka słonych podmuchów
dopełnia nieskończoności
w stygnącym zmierzchu

leniwie spływają chwile
do rzeki zużytego czasu
płowieją radości i smutki
w zaciszu egzystencji